KLAUZULA INFORMACYJNA
w zakresie ochrony danych osobowych przetwarzanych
w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Świeciu 

Zgodnie z art. 13 ust. 1 i 2  Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE z dnia 27 kwietnia 2016 r. w  sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), zwanego dalej RODO, informujemy:

  1. Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest: Miejska Biblioteka Publiczna w Świeciu ul. Sienkiewicza 4, tel. 52 333 48 10, faks 52 333 48 15, e-mail kontakt@bibliotekaswiecie.pl
  2. Administrator wyznaczył Inspektora Ochrony Danych z którym można kontaktować się we wszystkich sprawach związanych z przetwarzaniem danych osobowych: tel. 607 753 475, e-mail: daneosobowe24h@wp.pl.
  3. Pani/Pana dane osobowe przetwarzane będą w celu możliwości wykonania przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Świeciu ustawowych zadań publicznych oraz realizacji umów.
  4. Odbiorcami Pani/Pana danych mogą być organy publiczne lub podmioty działające w zakresie i celach, które wynikają z przepisów prawa.
  5. Posiada Pani/Pan prawo do:
    - uzyskania od Administratora dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych, chyba że przepisy RODO będą stanowiły inaczej;
    - wniesienia skargi do organu nadzorczego, jakim jest Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
  6. Jeżeli przetwarzanie danych osobowych będzie odbywało się na podstawie wyrażonej zgody, ma Pani/Pan prawo do cofnięcia tej zgody w dowolnym momencie, bez wpływu na zgodność przetwarzania.
  7. Pani/Pana dane osobowe będą przechowywane przez Administratora zgodnie z wymogami wynikającymi z przepisów prawa. 

 

A- A A+


SZUKAJ W BIBLIOTECE
książki, multimedia-wszystko w jednym miejscu!



Zmiana języka:

In order to view this object you need Flash Player 9+ support!

Get Adobe Flash player
Joomla! Slideshow

e-mail:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
tel. 52 333 48 10

Z pasją o pasji "Podwójne życie reporterki.Fallaci.Torańska"

podwójne życie reporterki 730x1050

Wiesława Richert

DKK Świecie

Z pasją o pasji

            Twórczości Remigiusza Grzeli wcześniej nie znałam , ale po przeczytaniu książki „Podwójne życie reporterki. Fallaci, Torańska” na pewno będę chciała zgłębić inne pozycje tego autora. Pisze ciekawie, jest dociekliwy, poświęca tematowi wiele czasu i uwagi. Nad „Podwójnym życiem reporterki” pracował kilka lat. Czytał teksty dziennikarek, a ich dorobek jest przecież gigantyczny, rozmawiał z Teresą Torańską, z jej bliskimi, z bliskimi Oriany Fallaci również, odwiedzał miejsca, z którymi były związane, studiował dokumenty, dotykał pamiątek, oglądał ogromne ilości zdjęć. Tytaniczna praca, którą wykonał przyniosła bardzo interesujące efekty. W pełni zgadzam się z Hanną Krall, która powiedziała : „Remigiusz Grzela napisał ważną i mądrą książkę”.

            Bohaterki „Podwójnego życia reporterki” to prawdziwe gigantki zawodu. Miały wiele wspólnego, ale też wiele je różniło. Ich osobowość, postawa życiowa, metody i tematy pracy zdeterminowane były wieloma czynnikami – miejscem urodzenia, wychowaniem, tradycją rodzinną, sytuacją społeczno-polityczną w ich ojczyznach, a także dostępnością do świata.

            Bo choć na Fallaci faszyzm włoski odcisnął swoje piętno, to większość życia spędziła w kraju w pełni wolnym, demokratycznym, z możliwością podróżowania po całym świecie. Torańska urodzona na kresach doświadczyła tragicznego losu ludzi wypartych ze swoich rodzinnych stron, dzieliła los Polaków w wyzwolonej a jednocześnie zniewolonej ojczyźnie, doświadczając ograniczeń systemu komunistycznego w kontakcie ze światem i rzetelną informacją o nim. Zajmie się więc głównie tematyką narodowych doświadczeń, będzie rozmawiać z ludźmi będącymi architektami polskiej rzeczywistości. Fallaci natomiast żyła wydarzeniami o skali światowej, docierała do osób, które decydowały o losach wielu krajów, całych regionów globu ziemskiego, zaglądała do gabinetów możnych świata decydujących o losie milionów. Wywiady Fallaci to była walka z rozmówcą, igrzyska, niekiedy wręcz ring. Obnażała ludzi, odsłaniała ich piękno ale i brzydotę, głupotę i inteligencję, tchórzostwo i odwagę. Wybierała swych rozmówców tak, by pokazać przez nich rzeczywistość, społeczeństwo, szerokie zjawisko.

            Torańska jest przedstawiona jako osoba łagodna, empatyczna, choć równie dociekliwa. Pokazywała w swoich tekstach kulisy małej i wielkiej historii, ale głównie podejmowała próbę zrozumienia rozmówcy, uświadomienia go oczekując w zamian zrozumienia jej światopoglądu i systemu wartości. Również w jej tekstach padają mocne słowa, np. we wstępie do „Jesteśmy. Rozstania 68” pisze: „Na koniec proponuję przyjrzeć się dokumentom, które towarzyszą rozmowom (…) świadczą o atmosferze tamtych dni, pokazują jak łatwo w społeczeństwie wyzwala się zło, kiedy władza wskaże wroga, którego należy zniszczyć. Dzisiaj niech będą ostrzeżeniem, jakim językiem nie należy się posługiwać nigdy i nigdzie. To język nienawiści i pogardy”. Jakże to głębokie i, niestety, aktualne przesłanie.

            Remigiusz Grzela zbudował portrety dwóch wielkich reporterek głównie przez analizę i przybliżenie ich twórczości czytelnikowi. Słusznie założył, że jest to najlepszy sposób dotarcia do prawdy o dwóch wspaniałych kobietach. Przecież właśnie praca wypełniała po brzegi ich życie, była dla nich tlenem, grupą krwi, pasją. Choć Fallaci i Torańska nigdy się nie spotkały w rzeczywistości, ich „spotkanie” w książce jest fascynujące. Dzięki autorowi portretów bohaterki stają się nam bliższe, ich twórczość bardziej zrozumiała, a ta jeszcze nieznana silnie pociągająca.

            „Podwójne życie reporterki” to piękna i mądra książka o pasji, napisana z pasją. Pozwala poznać dwie wybitne dziennikarki ale także przywołuje wielkie wydarzenia z historii XX w. i początków obecnego stulecia. Niewątpliwie zachęca również do przeczytania tekstów dwóch reporterek. Naprawdę godna polecenia.   

Recenzja książki „Pieśni bełkotu. Mamine godzinki” Erwina Mortiera

Wiesława Richert

DKK w Świeciu

 

piesnibelkotu

              Erwin Mortier jest jednym z najbardziej cenionych pisarzy flamandzkich. Niestety, nie możemy się zapoznać z całym jego dorobkiem twórczym, gdyż jak dotąd jedyną przetłumaczoną na język polski powieścią są „Pieśni bełkotu. Mamine godzinki”. Tytuł pozwala snuć różne domysły na temat treści, niektóre tropy okażą się trafne – książka ma charakter autobiograficzny i odwołuje się do bardzo osobistych przeżyć autora związanych z chorobą jego matki. Pod wpływem choroby Alzheimera mamine godzinki (kołysanki? opowieści?) stają się pieśniami bełkotu, mimo wszystko jednak pieśniami, matczynymi pieśniami. Mortier nie proponuje nam dziennika choroby, tworzy literacki pomnik poświęcony matce. Ważnym bohaterem powieści jest także język - piękny, bogaty ale w przypadku matki umierający.

Czytaj więcej: Recenzja książki „Pieśni bełkotu. Mamine godzinki” Erwina Mortiera

Beksińscy. Portret podwójny. Recenzja książki Magdaleny Grzebałkowskiej

Wiesława Richert

DKK w Świeciu

 Beksinscy

„Nieodgadnionych Beksińskich, ojca i syna, spotkało po śmierci coś wspaniałego. Otóż Magdalena Grzebałkowska napisała o nich wielką, głęboką i brawurową książkę reporterską. Złoty kruszec znalazł świetnego wydobywcę. Niech się chowa zmyślenie i powieści.” Zamieszczona na okładce opinia Mariusza Szczygła brzmi bardzo obiecująco i zachęca do czytania, natomiast po zakończeniu lektury można ją uznać za wyjątkowo trafną mini recenzję, do której nie trzeba już nic dodawać, gdyż oddaje to, co w tej biografii najcenniejsze.

Książka „Beksińscy. Portret podwójny” należy do tych, którym oddajemy się całkowicie, zarówno intelektem jak i emocjami, a po jej przeczytaniu długo jeszcze chcemy pozostać sami ze swoją wiedzą, plątaniną myśli, uczuć, napięć, nieskorzy do rozmowy o niej. Wiemy, że przeczytaliśmy tekst ważny i ciekawy, bo cóż może być piękniejszego niż odkrywanie nieznanego, niezwykłego świata, z reguły hermetycznie zamkniętego dla tzw. zwykłych zjadaczy chleba. Świata ludzi nieprzeciętnych i nieszablonowych, żyjących dla sztuki, w jej kręgu, niemieszczących się w typowych schematach życia społecznego, rodzinnego, po prostu codziennego, a jednak zmagających się z jego problemami, mających rodzinę, zadzierzgających pewne więzi społeczne, co w tym wypadku polega raczej na ich unikaniu.

Autorka opisuje rodzinny dom Beksińskich w Sanoku jak i ich późniejsze mieszkanie w Warszawie jako pewnego rodzaju labirynt (w dosłownym i przenośnym znaczeniu), w którym swobodnie poruszają się tylko jego mieszkańcy. Dla przybysza z zewnątrz to nieodgadniony skomplikowany układ, począwszy od ścian a na osobach skończywszy. Dla jego mieszkańców wszystko jest czytelne, zrozumiałe a nawet pedantycznie uporządkowane. Dom jest przede wszystkim pracownią, miejscem prób artystycznych i eksperymentów (czasami „wybuchowych”), uniesień, wzlotów, poszukiwań i rozczarowań Zdzisława. Mimo, że po narodzinach Tomka staje się domem trzypokoleniowym, wszystko jest w nim podporządkowane działaniom artystycznym, tym samym nie mieści się w żadnym schemacie, a jego atmosfera wyraźnie kontrastuje z małomiasteczkowym sanockim klimatem.

Beksiński ojciec nade wszystko ceni sobie niezależność, wolność osobistą i twórczą. Beksiński syn wyrasta w tej atmosferze. Beksiński ojciec nie znosi narzucania mu czegokolwiek, musi więc zmagać się z absurdami PRL-u, ciągłym brakiem dostępu do materiałów plastycznych ale też po prostu z biedą, lecz Beksiński syn nigdy tego nie odczuje. Ojciec gardzi głupotą i konformizmem, syn tym samym nasiąka tymi cechami, gdyż zawsze będzie próbował go naśladować. Kariera ojca, mimo utrudnień i niepowodzeń, z czasem rozwinie się, ale konflikt artysta kontra reszta świata trwał będzie stale. „Praca tylko wtedy może sprawiać przyjemność, gdy jest niepotrzebna, ale malowanie na terminy, wystawy, sprzedawanie, liczenie forsy – obrzydliwość” – tak malarz napisze w jednym z wielu listów do Marii Turlejskiej (doprawdy przebogata to korespondencja!). Wiadomo od wieków, że wszyscy artyści boją się uległości, sprzeniewierzania się sobie, własnej niezależności, zdrady wobec sztuki i tyko ci, którzy pozostają wierni sobie i, oczywiście, mają wystarczająco wielki talent stają się znani, rozpoznawalni i pamiętani. Beksiński oprócz tego, że posiada te wszystkie cechy okazał się tytanem pracy, co też potwierdza jego wyjątkowość. Wielkie dzieła nie powstają przypadkiem czy mimochodem, a proces twórczy to wytężona, ciężka praca.

Tomek, moim zdaniem, odziedziczył (lub przejął) wiele tych cech po Zdzisławie, jednakże w przeciwieństwie do ojca, który mimo głowy w chmurach mocno stąpał po ziemi, już od wczesnego dzieciństwa stopniowo traci kontakt z rzeczywistością, alienuje się we własnym świecie fikcji, czemu sprzyja nadzwyczajna wyobraźnia. Rodzice, przyjaciele, koledzy Tomka dostrzegają, że szybko wpada w złość, że jest fantastą, ma wiele kompleksów, ale też nietuzinkowe, często szalone pomysły, ponadprzeciętną inteligencję i głęboką wrażliwość. Jest jak bohater romantycznych powieści, przeżywający wszystko ze zwielokrotnioną siłą, odczuwający ból świata, uciekający z niego w ułudę, tworzący własne wydumane, fikcyjne światy, w których czuje się lepiej, bo w tym realnym miłość przeradza się w zdradę, przyjaciele bywają zawodni, szara rzeczywistość dławi sztukę. Postać typowo werteryczna, to w zapamiętaniu oddająca się całkowicie temu co robi, to popadająca w duchowy i fizyczny bezwład, neurastenik skłonny zarówno do wybuchów furii, jak i do głębokiej melancholii.

W przeciwieństwie do wielu komentatorów jego śmierci nie będę nawet próbować rozważać problemu, na ile atmosfera domu, postawa ojca czy obojga rodziców miały wpływ na osobowość Tomka. Demonizowanie faktu, że Zdzisław nie znosił dotyku i nigdy nie przytulił syna uważam za wielkie nadużycie. Nie każda relacja ojciec syn polega na wspólnym tarzaniu się po trawie, codziennym czytaniu słuchaniu bajek czy wychodzeniu razem na lody. To nie byli tzw. grzeczni chłopcy. Ich relacje miały inny, często burzliwy charakter, czego możemy się dowiedzieć dzięki rzetelności i reporterskiej uczciwości autorki biografii. Dramat obojga Beksińskich polegał na tym, że nie potrafili wyrazić swych pozytywnych uczuć (Tomasz dopiero w pożegnalnym liście do ojca). Więź i miłość między nimi nietrudno jednak dostrzec we wspólnym przeżywaniu zdarzeń, sytuacji, we wzajemnej lojalności, mimo pozornej wrogości. Wieloletni przyjaciel Zdzisława powie autorce książki: „Odsłonił przede mną dramat ojca, który kochał to dziecko i chciał dla niego jak najlepiej, i mu nie wyszło. Gryzł się pytaniem, dlaczego mu nie wyszło”.

„Beksińscy. Portret podwójny” to wyjątkowa biografia – interesująca, wielowymiarowa i rzetelna, oparta na niewiarygodnej ilości materiałów źródłowych. Autorka odbyła też szereg rozmów z osobami wciąż żyjącymi, które znały Beksińskich. Mając do dyspozycji m. in. obszerną korespondencję, audio i videodzienniki, recenzje wystaw itd. dokonała starannej selekcji i stworzyła piękną i poruszającą opowieść. Zachowując doskonałą równowagę między własną narracją a cytatami ze źródeł sprawiła, że nasze zainteresowanie rośnie z każda stroną. Rzecz została też uporządkowana poprzez nadanie tytułów kolejnym fragmentom (nie do przecenienia, gdybyśmy chcieli wrócić do wybranych), ale ciągłość historii nie została przez to zaburzona. Toczy się jak życie, jednocześnie wieloma nurtami. Swoista klamra kompozycyjna: list ojca o śmierci syna i relacja o zamordowaniu ojca zamyka pomiędzy jedną a drugą śmiercią to, co najważniejsze – życie. Dramatyczne, szalone ale i zwyczajne, choć zdecydowanie więcej tu o sztukach plastycznych i muzyce niż o pierogach, zupie i wymianie mebli. Czytanie historii Beksińskich było dla mnie poruszającym przeżyciem. Moją uwagę pochłonęły niebanalne osobowości ojca i syna, ale z ogromnym zainteresowaniem zgłębiałam też wszystko, co dotyczy sztuki. Książka pokazuje, jak trudno być artystą niezależnie od czasów i okoliczności, jak wiele trzeba poświęcić, by uchronić swoją wolność twórczą ale i osobistą, ile trudu wymaga oddanie się pasji. Mimo że nie jestem znawczynią ani wielbicielką dzieł Zdzisława, nie słuchałam też „Trójki pod księżycem”, bardzo dobrze czułam się w towarzystwie, i ojca i syna. Autorka z talentem i taktem pokazała czytelnikom niedostępne na co dzień światy. Nie szukając sensacji i „newsów”, by nie budzić niezdrowych emocji stworzyła portret nie tyleż podwójny, co wielowymiarowy, bo życie człowieka to wiele opowieści, a próba zamknięcia go w pewnych ramach zawsze jest krzywdzącym kogoś nadużyciem.

Strona 1 z 7

 

 

 

Użytkowników:
378
Artykułów:
2464
Odsłon artykułów:
2274530