ul. Sienkiewicza 4, 86-100 Świecie

kontakt@bibliotekaswiecie.pl  facebook   YouTube   Instagram
DKK o klubie - Miejska Biblioteka Publiczna w Świeciu
środa, 29 grudzień 2021 19:09

Relacja z grudniowego spotkania DKK

rtw 1427x0 a585b6045477afe56a4eaadd1b29badd1512473590

 

Salvatore Scibona „Każdy”.

Lekturą grudniowego spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki w Świeciu była książka amerykańskiego pisarza polsko-włoskiego pochodzenia - Salvatore Scibony pt. „Każdy”. Jak stwierdzili Klubowicze, początek powieści był bardzo wciągający, historia wydawała się na początku prosta, jednak z czasem poprzez wprowadzone kolejne wątki i kolejnych bohaterów staje się coraz bardziej zawikłana. Fabuła lekko przypomina sagę rodzinną, bowiem obejmuje cztery pokolenia ojców i synów, pokazując koleje ich życia, marzenia, skrywane uczucia, plany, a także trudne emocje i relacje międzyludzkie. Powieść otwiera historia rozgrywająca się na lotnisku w Hamburgu, gdzie kilkuletni Janis wychodzi z toalety i rozgląda się za swoim tatą. Jak się okazuje, chłopiec nie ma przy sobie nic, żadnych dokumentów czy bagażu, jedynie zwitek amerykańskich dolarów. Obsługa lotniska próbuje zidentyfikować małego pasażera, ale Janis nie zamierza odpowiadać na pytania.

Klubowicze podkreślili, że jest to bardzo pesymistyczna książka, ale warto było ją przeczytać. Stwierdzili, że aby lepiej zrozumieć bohaterów Scibony, należy ją przeczytać ponownie. Każdy z nich znajduje się na krawędzi ucieczki od życia i stara zdefiniować własną tożsamość. Bohaterom ciąży przeszłość, tajemnice rodzinne i bolesne doświadczenia, które determinują ich losy, nierzadko prowadząc do autodestrukcji. To historia mężczyzn, których wojna i zbieg wydarzeń wiąże ze sobą, a wszyscy borykają się z brakiem więzi, korzeni, wstydem i strachem. Salvatore Scibona doskonale pokazuje, że pewne decyzje często ciążą na dalszym życiu. Klubowicze podkreślili, że była to ciekawa, aczkolwiek trudna lektura, lektura, która podczas czytania wymaga skupienia. Dodali również, że napisana jest pięknym literackim językiem, czego zasługą z pewnością jest znakomite tłumaczenie przez Jerzego Kozłowskiego. Na zakończenie wspólnie zastanawialiśmy się, dlaczego polskie tłumaczenie książki ukazało się pt. „Każdy”? Być może to celowy zabieg, aby nie skupiać uwagi tylko na jednym z bohaterów książki.

moderator Marcin Warmke

 

dkk nowe

wtorek, 21 grudzień 2021 12:34

Grudniowe spotkanie DKK w Przechowie

rtw 1427x0 a585b6045477afe56a4eaadd1b29badd1512473590

Podczas grudniowego spotkania DKK w Przechowie omówiono kolejną książkę D. Starnone  pt. „Psikus”. Już na wstępie panie Klubowiczki stwierdziły, że ta pozycja jest zdecydowanie mniej interesująca, niż czytana poprzednio, tj. „Sznurówki”.

„Psikus” to historia 75-latka, któremu powierzono trudne dla niego zadanie. Musiał zaopiekować się swoim wnukiem (4-latkiem), którego rodzice muszą wyjechać na konferencję naukową. Dla starszego mężczyzny jest to tym trudniejsze, że do tej pory nie miał kontaktów z wnukiem. Jeszcze zanim doszło do spotkania obawiał się, że nie poradzi sobie z tym problemem. Dziadkiem chłopca jest znany plastyk, ilustrator książek dla dzieci. Ma do wykonania pilne zadanie – stworzenie ilustracji do opowiadań H. Jamesa. Jest skupiony nad swoją pracą, twórczością, nad sobą, a nie nad wnukiem, dość sprytnym i przebiegłym 4-latkiem. Na cztery dni opieki nad wnukiem dziadek przenosi się z Mediolanu do Neapolu, do swego rodzinnego mieszkania, które obecnie zajmuje jego córka z rodziną. Przed wyjazdem córka daje ostatnie wskazówki ojcu dotyczące opieki nad wnukiem. Kiedy zostają sami zaczynają się kłopoty. Pod wpływem wnuka i wspomnień zawiązanych z dawnym mieszkaniem i rodzicami dziadek dokonuje pewnej analizy i rozliczenia z przeszłością. Krytyka prac dziadka przez małego chłopca zmusza go do pewnych przemyśleń.

Konfrontacja starości w osobie dziadka i młodości (Mario) prowadzi do weryfikacji pewnych wyobrażeń o sobie samym, o swojej pracy, o przemijaniu. W książce jest dużo przemyśleń nad sensem życia, nad utratą sławy i twórczych sił. Podobnie, jak w „Sznurówkach” głównym bohaterem książki Starnone jest mężczyzna. Cała akcja książki przebiega w wolnym tempie. „Psikus” to książka głównie o przemijaniu młodości, życiowej sławy i twórczych sił. Książka dla amatorów powieści psychologiczno-nostalgicznych.

                                                                                                 Oprac. Izabela Feddek

 

dkk nowe

czwartek, 02 grudzień 2021 07:20

Listopadowe spotkanie DKK

rtw 1427x0 a585b6045477afe56a4eaadd1b29badd1512473590

Listopadowe spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki w Świeciu miało przedświąteczny charakter. Choć omawiane lektury nie miały nic wspólnego ze świętami, to oprócz rozdanej kolejnej książki do przeczytania, Klubowicze otrzymali upominek w postaci bombki wykonanej na szydełku oczywiście w kolorach DKK. 
Naszą dyskusję otworzyła „Holenderska dziewczyna”, książka laureatki prestiżowej holenderskiej Nagrody Literackiej - AKO Literature Prize i Nagrody Literackiej Unii Europejskiej. Marente de Moor studiowała języki słowiańskie i w latach 90. mieszkała w Rosji, gdzie pracowała dla mediów rosyjskich i holenderskich. Jej debiutancka powieść “De overtreder” ukazała się w 2007 r. Druga, którą jest „Holenderska dziewczyna” ukazała się w 2010 r. i w samej Holandii sprzedano jej 70 tysięcy egzemplarzy. Przetłumaczona na 10 języków, odbiła się szerokim echem także w innych krajach. Czy jej tak duża popularność zdobyła serca Klubowiczów? Tu zdania były podzielone. Jak się okazało, nie wszyscy Klubowicze ją przeczytali. Niektórzy stwierdzili, że można ją przeczytać, ale nie trzeba. Dla jednych była zbyt nużąca i nie doczytali jej do końca. Oczywiście nie zabrakło osób, których jednak urzekła. Jak podkreślili, czytali ją, co prawda powoli, ale wywołała nie tylko refleksje, ale pozostała na długo w ich myślach. Główną bohaterkę osiemnastoletnią Jannę poznajemy w 1936 roku. Pewnego dnia ojciec Jacq wysyła ją do Raeren pod Akwizgranem, gdzie ma się uczyć szermierki pod czujnym okiem barona Egona von Böttichera. Janna, gdy odnajduje listy, które ojciec wymieniał z baronem, dość szybko orientuje się, że do Raeren nie trafiła przypadkiem. Owe listy okazują się kluczowym elementem powieści. Akcja powieści toczy się również wokół szermierki. Klubowicze z zaciekawieniem przeczytali fragmenty dotyczące tej dziedziny sportu. Autorka nie tylko przedstawia genezę, ale równie opisuje stroje i elementy techniki szermierki. Należy wspomnieć, że akcja powieści toczy się w czasach imperialnych dążeń Hitlera i narastającego w Europie faszyzmu. Mamy tu obraz niespokojnej atmosfery zmian w historii, pełen niepewności i napięcia poprzedzającego drugą wojnę światową. 
„Holenderska dziewczyna”  nie jest powieścią, którą przeczyta się za jednym posiedzeniem. Jak pokazała, dyskusja nie jest też łatwa w odbiorze. Z pewnością czytać należy ją na raty, aby przerobić w głowie poszczególne sceny, pobyć dłużej z bohaterami i postarać się zrozumieć, co nimi kieruje.
Drugą omawianą książką były reportaże Beaty Kowalik „No pasa nada! Nic się nie dzieje”, w których ukazuje życie kobiet w Meksyku. Autorka z wykształcenia jest filologiem, pracuje jako dziennikarka i reporterka. Podróżuje z rodziną po świecie od ponad 10 lat, a przez kilka lat mieszkała w Meksyku, poznając jego kulturę i życie codzienne. „No pasa nada!” to książka, która na pierwszy rzut oka nie zdradza swojej smutnej zawartości. Bohaterki książki pochodzą głównie z rdzennych ludów, w których rządzi skrajny patriarchat. Większość z nich pogodzonych jest ze swoim losem, niektóre z nich walczą o lepszą przyszłość. Każdego dnia drżą o swoje życie, nic nie znacząc w świecie mężczyzn. Klubowicze niedowierzali, że w XXI wieku dochodzi do łamania praw człowieka i to w taki prosty sposób. Czy jest jakaś szansa aby to zmienić? Pewnie tak, ale nie będzie to proste w kulturze macho w kraju, w którym najważniejszy jest mężczyzna. Dla kobiet w Meksyku najbezpieczniej jest udawać, że nic się nie dzieje (tytułowe: „no pasa nada”), bowiem od pokoleń jest społeczne przyzwolenie na ich poniżanie, bicie, czy gwałcenie. Nie mają ani praw, ani przywilejów. Dla mężczyzn przemoc wobec żony jest czymś normalnym i zwyczajnym.  Jedna z Pań zauważyła pewne podobieństwo do książki „27 śmierci Toby’ego Obeda” Joanny Gierak-Onoszko, reportażu, w którym autorka burzy nasze wyobrażenia o Kanadzie, tak jak to zrobiła Beata Kowalik, przedstawiając prawdziwe oblicze Meksyku. Dla Klubowiczów była to bardzo smutna, przerażająca i wzbudzająca niedowierzanie książka. Podsumowując reportaż Beaty Kowalik, ukazuje nam ten mniej kolorowy Meksyk, kraj atrakcyjny dla turystów, którzy nie zdają sobie sprawy, jak wygląda codzienne, trudne życie wielu kobiet. Książka jest nie tylko warta przeczytania, ale również pozwalająca docenić naszą codzienność.
oprac. Marcin Warmke
 

 

dkk nowe

poniedziałek, 29 listopad 2021 13:14

Listopadowe spotkanie DKK w Przechowie

rtw 1427x0 a585b6045477afe56a4eaadd1b29badd1512473590

Po raz pierwszy Dyskusyjny Klub Książki przy Filii nr 1 w Przechowie miał okazję zetknąć się z prozą włoskiego pisarza Domenico Starnone. „Sznurówki” to smutna historia o rozpadzie rodziny spowodowana małżeńską zdradą. Vanda i Aldo pobrali się w bardzo młodym wieku. Mieli dwoje dzieci. Po kilkunastu latach małżeństwa Aldo podjął decyzję o wyprowadzce z domu. Odszedł do dużo młodszej kochanki – Lidii. Stwierdził, że z rodziną zmarnował sobie młodość i z inną kobietą pragnie zbudować nowe życie. Jak sam mówił: „wspiąć się wyżej, do lepszego świata, poczuć się młodym i kochanym”. Dzieci nie rozumiały, co się dzieje, a żona oskarżała go o rozpad rodziny.

Historia, jakich wiele można spotkać w powieściach, ale ukazana w bardzo ciekawy sposób. Wszyscy członkowie rodziny przedstawiają ją ze swojej perspektywy. Swoją relację rozpoczyna porzucona żona, pisząc do swego męża listy pełne oskarżeń, wyrzutów i goryczy pod jego adresem. Trudno jej się odnaleźć w nowej sytuacji. Została bez środków do życia, bez pracy, z dwójką dzieci na utrzymaniu. W listach zawarła wszystkie doznane krzywdy zawiązane z jego odejściem.  Zmusiło ją to do podjęcia pracy, przeprowadzki do mniejszego i tańszego mieszkania. Starała się wzbudzić w mężu poczucie winy za wszystkie cierpienia. W listach zmusza męża do nawiązania relacji z dziećmi, z którymi od kilku lat nie utrzymuje kontaktu. W listach przewija się gniew i złość za utratę pewnej stabilizacji życiowej, którą spowodowała zdrada męża.

Druga część opowiada historię małżeństwa z perspektywy męża. Założył rodziną jako młody człowiek. Małżeństwo w młodym wieku traktował jako świetną przygodę, bez konieczności podejmowania trudnych decyzji. Później przygoda zamieniła się w obowiązek, gdy doszło wychowywanie dzieci. Po latach małżeństwa zapragnął czegoś nowego. Przyszedł czas na nowy trend, gdy nie wypadało być żonatym i mieć dzieci. Postanowił wcielić to w życie, co przyszło mu z łatwością. Poczuł się wolnym i zakochanym w  młodej studentce. Łatwo wytłumaczył się ze zdrady. Twierdził, że „instytucja małżeństwa przechodzi kryzys, rodziny się rozsypują, a wierność jest cnotą drobnomieszczańską”. Pod presją żony, po czterech latach, zaczął spotykać się z dziećmi. Te wizyty początkowo męczyły go, traktował je jako obowiązek spędzania z nimi czasu, one zaś, jako obowiązek nawiązywania z nim kontaktu. Zapraszał dzieci do siebie do Rzymu, ale długo u niego nie przebywały, nie potrafił się nimi zająć. Spotykał się z dziećmi również u nich w mieszkaniu. Z czasem jego wizyty zaczęły być częstsze, aż w końcu przeniósł się do domu na stałe, gdy jego znajomość z kochanką zakończyła się. Zaczęli z żoną odbudowywać wspólne życie  od nowa. Dożyli sędziwego wieku.

I w końcu ostatnia relacja z punktu widzenia dzieci, już jako dorosłych ludzi. Jest to najbardziej zaskakująca część tej rodzinnej historii. Niech więc będzie zachętą do przeczytania książki.

Panie Klubowiczki przeczytały ją z zainteresowaniem. Stwierdziły, że to bardzo życiowa książka, która zmusza do refleksji nad podejmowaniem życiowych decyzji. Zakładanie rodziny, a później jej burzenie pozostawia trwały ślad w każdym z członków rodziny. Alda oceniły jako słabego człowieka, skupionego tylko na własnych potrzebach. Nie dorósł do roli ojca i męża. Nie potrafił zakończyć małżeństwa, które go męczyło, a jednocześnie nawiązywał nowe romanse. Żonę, z kolei, określiły jako despotkę, która zatruwała ich codzienne życie. Nie była w stanie stworzyć przyjaznego i ciepłego domu. Jej relacje z dziećmi były raczej chłodne. Najbardziej w tej sytuacji ucierpiały dzieci. Zawirowania życiowe, których dostarczyli im rodzice, wpłynęły na ich dorosłe relacje. Żadne z nich nie potrafiło stworzyć trwałych związków z partnerem. Syn miał kilkoro dzieci z różnymi partnerkami, a córka zdecydowała , że dzieci nie będzie miała w ogóle. Panie oceniły książkę, jako bardzo pouczającą, z którą należy się zapoznać, do czego serdecznie zachęcają.

Oprac. Izabela Feddek

(moderator DKK w Świeciu)

 

dkk nowe

rtw 1427x0 a585b6045477afe56a4eaadd1b29badd1512473590

Podczas październikowego spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki w Filii nr 1 w Przechowie czytelniczki omówiły książkę Heddi Goodrich pt. „Zagubieni w Neapolu”. Jest to pisarski debiut tej autorki.
Historia przez nią opowiedziana rozgrywa się w tytułowym Neapolu, w latach 90-tych ubiegłego stulecia. Główna bohaterka, Heddi, to amerykańska studentka, która trafiła do Włoch w ramach wymiany kulturalnej. Poznaje tam wielu nowych ludzi (głównie studentów), szybko się aklimatyzuje. Korzysta w pełni z beztroskiego życia studenckiego.
Na jednej z imprez poznaje rodowitego Włocha – Pietro, studenta geologii, w którym się zakochuje. Ich związek, początkowo intensywny, rokujący nadzieję na happy end, rozpadł się. Tych dwoje młodych ludzi, targanych różnymi emocjami, nie mogło dojść do porozumienia. Dzieliło ich zbyt wiele. Inna kultura, pochodzenie, tradycje i przywiązanie do rodziny.
Ich historię autorka ujęła w dwa przedziały czasowe przeplatane ze sobą. Jeden, to młodość czasów studenckich, okres poznawania się i budowania związków. Drugi, po kilkuletniej przerwie, to kontakty tylko drogą mailową, w którym Heddi i Pietro próbują wytłumaczyć sobie nawzajem przyczyny ich rozstania.
Prowadzą już oddzielne życie. Heddi mieszka w Nowej Zelandii, jest nauczycielką, wyszła za mąż. Pietro, po kilkuletniej pracy na platformie wiertniczej, powraca w rodzinne strony. Pracuje jako elektryk przy turbinach wiatrowych, ale także na roli rodziców. Nie potrafił odciąć się od rodziny i podjąć męskiej decyzji, która kiedyś zaważyła na ich związku. Był zbyt uległy, przede wszystkim wobec decyzji matki. To ona właśnie miała wpływ na życie swoich synów, a tego, który się przeciwstawił, wykluczyła z rodziny. Pietro nie miał w sobie tyle odwagi, by zacząć żyć według własnych zasad i na własny rachunek.
Neapol to odrębny temat książki. Autorka w drobiazgowy sposób opowiada o mieście. Oprowadza czytelnika po restauracjach, nocnych barach, parkach, kościołach, podziemnych tunelach i ulicznych straganach. Obok tego dostrzega włoską biedę, ubóstwo, warunki życia i zwyczaje krzykliwych Włochów.
Jest to historia związku, jakich wiele można spotkać w książkach, ale opowiedziana, jak stwierdziły Panie klubowiczki, w mało przystępny sposób.
Autorka stosuje różne metafory i porównania, które gmatwają całość fabuły.
Panie odebrały ją jako książkę dla młodych czytelników, ponieważ jest to obraz życia studenckiego widziany oczami młodych ludzi.
Cała historia opowiedziana jest tak wolnym, monotonnym tempem co powoduje, że czasami odnosi się wrażenie zatrzymania całej akcji książki. Ponadto zauważamy wiele niedomówień i spraw niewyjaśnionych. Niektóre z pań przyznały, że nie doczytały książki do końca, ponieważ uznały ją za mało interesującą.
Każdy z czytelników, który sięgnie po tę książkę sam oceni jej wartość. Na pewno godne uwagi są opisy samego miasta.

Oprac. Izabela Feddek
(moderator DKK w Świeciu)

 

dkk nowe

rtw 1427x0 a585b6045477afe56a4eaadd1b29badd1512473590

 

Wrześniowe spotkanie DKK  w Filii nr 1 w Przechowie poświęcone było twórczości współczesnej szkockiej pisarki – Ali Smith. Członkinie klubu przeczytały pierwszą powieść z jej najnowszego cyklu „Pory roku” pt. „Jesień”.

„Jesień” nie należy do łatwych książek. Jest to historia znajomości dwojga głównych bohaterów, której początek przypada w momencie, gdy Daniel Gluck ma 77 lat, a Elisabeth Demand jest ośmioletnią dziewczynką. Gdy Daniel został sąsiadem rodziny Elisabeth, stał się jednocześnie jej życiowym przewodnikiem, nauczycielem i przyjacielem. To z nim mała Elisabeth chodziła na spacery, opiekował się nią pod nieobecność jej matki, wprowadzał w świat literatury, muzyki i sztuki. Inspiracje i pozytywne ukierunkowanie Elisabeth przez Daniela przyczyniło się do wyboru przez nią kierunku studiów.

Ich znajomość przetrwała długie lata. Obecnie Daniel jest ponad stuletnim starcem, mieszkającym w domu opieki, a Elisabeth – 32-letnią kobietą, pracującą na londyńskiej uczelni. Co tydzień odwiedza znajdującego się w śpiączce Daniela.

W książce przewija się dużo rozważań na temat literatury, malarstwa i muzyki. Jest dużo odniesień do przeszłości, zarówno Daniela, jak i  Elisabeth. Wspomnienia przeplatają się z czasem współczesnym, rzeczywistość z fantazją, wizje z realnością, sny z jawą. Rozmyślania i refleksje dotyczą różnych epizodów z życia głównie Daniela. Wszystko stwarza wrażenie chaosu.

Cała historia opowiedziana jest krótkimi zdaniami, czasami pojedynczymi słowami, z małą ilością dialogów.

W fabułę książki wpleciono elementy jesieni, głównie opadających z drzew liści. Pojawiają się w snach, wizjach i wspomnieniach różnych bohaterów książki. Ma to związek z przemijaniem i przechodzeniem w wiek sędziwy, jak to w cyklach życia bywa.

Innym tematem poruszanym w marginalnym zakresie jest brexit. Autorka przekazuje nam emocje, jakie wyzwala w Anglikach nowa rzeczywistość. Różne jest podejście do podjętej przez rząd angielski decyzji: przygnębienie, szok, nadzieja na lepsze, ale i rasistowskie nastroje.

Czytelniczki dostrzegły pozytywny aspekt przyjaźni, która zrodziła się między Danielem a Elisabeth. W matce nie miała takiego oparcia, a ojca nie znała.

Książka raczej nie przypadła Paniom do gustu. Stwierdziły, że zbyt dużo w niej chaosu, fikcja miesza się z rzeczywistością, a myśli bardzo „pozrywane”. Wyraźny brak płynności akcji.  Jedna z czytelniczek oceniła książkę jako bardzo smutną.

Niemniej nikogo nie zniechęcają do niej, bowiem każda książka znajdzie swoich miłośników.

                                                                                   Oprac. Izabela Feddek

dkk nowe

środa, 15 wrzesień 2021 11:41

Współczesna literatura włoska – warsztaty

rtw 1427x0 a585b6045477afe56a4eaadd1b29badd1512473590

Warsztaty DKK z cyklu „Wokół prozy”

Członkowie i moderatorzy Dyskusyjnych Klubów Książki w Świeciu wzięli udział w kolejnej edycji warsztatów DKK z cyklu „Wokół prozy”. Tym razem na warsztat została wzięta współczesna literatura  włoska. Warsztaty poprowadziła tłumaczka m.in. powieści Eleny Ferrante - Lucyna Rodziewicz-Doktór. Urodziła się w Gorzowie Wielkopolskim, ale od ponad dwóch dekad mieszka w Krakowie, z kilkuletnią przerwą na Włochy, głównie Perugia i Salerno, oraz Szwecję. Ukończyła filologię włoską na Uniwersytecie Jagiellońskim, a następnie specjalizowała się w edytorstwie. Od 2001 współpracuje z wydawnictwami. W swoim dorobku ma kilkadziesiąt przekładów, nie tylko literatury pięknej: zarówno powieści, książki dla dzieci, poradniki, publikacje o tematyce religijnej i historycznej.

Przedmiotem naszej dyskusji była książka Heleny Janeczek „Fotografka”. Jak dowiedzieliśmy się podczas warsztatów, to uhonorowany najważniejszą włoską nagrodą literacką – „Premio Strega” portret Gerdy Taro (Gerta Pohorylle) – kobiety, która fotografowała wojnę. Zanim rozpoczęła się rozmowa o książce, tłumaczka opowiedziała m.in. o czytelnictwie we Włoszech, o rynku wydawniczym i księgarskim oraz o najważniejszych nagrodach literackich. Jak się okazuje Włosi czytają bardzo dużo i w przeważającej ilości swoich rodzimych pisarzy. Oczywiście większa część spotkania dotyczyła „Fotografki” Heleny Janeczek, pisarki o korzeniach polsko-żydowskich, od ponad trzydziestu lat mieszkającej we Włoszech. Lucyna Rodziewicz-Doktór podkreśliła, że książkę tę trzeba czytać uważnie, jak sama przyznała przeczytała ją dwukrotnie. Pochodząca z polskich Żydów Greta Taro, jako jedna z pierwszych kobiet fotografowała wojnę i na wojnie zginęła, nie dożywszy 27 lat. Przy boku Roberta Capy (Endre Ernö Friedmann), legendarnego fotografa i współzałożyciela agencji Magnum poznała tajniki fotografii. To ona wymyśliła postać Roberta Capy, wziętego amerykańskiego fotografa. W trakcie dyskusji Klubowicze podkreślili, że była to ciekawa, ale trudna lektura. Zgodzili się z prowadzącą, że trudna konstrukcja książki wymaga dużego skupienia. Zachwyciła ich postać Grety Taro, którą autorka przedstawia wielogłosowo we wspomnieniach Willy’ego Chardacka, zwanego Jamnikiem, Georga Kurtzkesa i Ruth Cerf. Jak stwierdzili ryzyko było w jej charakterze. Klubowicze zastanawiali jakby się potoczyło jej życie i kariera gdyby nie zginęła w wypadku podczas odwrotu armii republikańskiej w bitwie pod Brunete w lipcu 1937 roku. Doszli do wniosku, że warto było przeczytać książkę „Fotografka” Heleny Janeczek, bowiem przez to poznali kolejną barwną postać zapisaną w historii.

Warsztaty literackie zorganizowane zostały w ramach programu Dyskusyjne Kluby Książki realizowanego przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Bydgoszczy we współpracy z Instytutem Książki.

            Marcin Warmke

(moderator DKK w Świeciu)

 

 12

<p34 <p5

na koniec DKK

 

czwartek, 02 wrzesień 2021 06:39

Relacja z sierpniowego spotkania DKK

rtw 1427x0 a585b6045477afe56a4eaadd1b29badd1512473590

Dragan Velikić „Bonavia”

 

            W ostatni dzień sierpnia członkowie Dyskusyjnego Klubu Książki w Świeciu spotkali się, aby porozmawiać o książce serbskiego pisarza Dragana Velikićia „Bonavia”. Dla Klubowiczów było to pierwsze zetknięcie się z literaturą serbską. Wydarzenia historyczne, które w latach 90-tych XX wieku zdecydowały o rozpadzie federacyjnego państwa jugosłowiańskiego sprawiły, że  przestał istnieć wspólny język, natomiast w jego miejsce pojawiły się samodzielne języki narodowe: chorwacki, serbski, bośniacki i czarnogórski. Niestety literatury narodów byłej Jugosławii są obecnie literaturami niszowymi, a tłumaczenia ukazują się w małych wydawnictwach (najbardziej znane to Wydawnictwo Czarne, Pogranicze i Agawa). Do najwybitniejszych pisarzy serbskich należy Ivo Andrić, autor „Mostu na Drinie”, laureat nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1961. Niemałą popularność zdobył sobie również Milorad Pavić, autor „Słownika chazarskiego”. Początek XX wieku przynosi generację pisarzy i poetów realistycznego kręgu z nowymi tematami, do nich zalicza się Dragan Velikić, jeden z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy serbskich, zdobywca wielu międzynarodowych wyróżnień i nagród, w 2019 roku otrzymał również nagrodę festiwalu Vilenica. Urodzony w 1953 roku w Belgradzie, dorastał w chorwackim mieście Pula i ukończył literaturę światową z teorią literatury na Wydziale Sztuki Uniwersytetu w Belgradzie. Redagował dział wydawniczy Radia B92 i pisał felietony do kilku gazet (1994-99). Był ambasadorem Republiki Serbii w Wiedniu (2005-09). Jest autorem dziewięciu powieści, trzech zbiorów opowiadań i pięciu tomów esejów, jego proza ​​została przetłumaczona na piętnaście języków europejskich. Mieszka i pracuje jako niezależny artysta w Belgradzie.

Jego książka „Bonavia” określana jest jako jedna z wielkich powieści europejskich ostatnich lat. Velikić przedstawia w niej splecione losy bohaterów, którzy próbują odzyskać siły po zniszczeniach wojny jugosłowiańskiej i jej rozpadzie. „Bonavia” jak wskazuje sam tytuł (Bona via, czyli „dobrej drogi”), jak trafnie zauważyli Klubowicze jest to opowieść o podróży, która jest wieloma podróżami, o ucieczce, która prowadzi nas do miejsca, z którego wystartowaliśmy, a także o samotności i trudnych wyborach.

            Jak stwierdzili Klubowicze „Bonavia” Dragana Velikićia okazała się bardzo trudną lekturą w odbiorze. Należało ją czytać powoli i ze skupieniem. Niestety nie wszyscy dotrwali do samego końca. Dodać należy, że Klubowiczom bardzo spodobał się wątek wiedeński, który u niektórych wywołał wspomnienia. Również zachwycił ich ukazany wątek miłości syna do ojca Marko. Trzeba przyznać, że nie zabrakło osób, których proza Velikićia zachwyciła. Ujął ich piękny język powieści, którym autor przedstawił zawiłe ludzkie charaktery i dramaturgię życia bohaterów, a także to, że przeszłość zawsze wraca.

            Dyskusja pokazała, że „Bonavia” to książka nie dla każdego czytelnika. Trzeba przyznać, że nie jest zbyt optymistyczna, ale jak powiedzieli Klubowicze, pełna jest ciekawych refleksji filozoficznych, przy których warto się zatrzymać. Z pewnością jest to książka, która daje dużo do myślenia!

            Marcin Warmke

(moderator DKK w Świeciu)

na koniec DKK

 

rtw 1427x0 a585b6045477afe56a4eaadd1b29badd1512473590

       

Na sierpniowym spotkaniu członkinie DKK przy Filii nr 1 wybrały się w ciekawą wycieczkę po Szwajcarii. Autorka książki „Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony” Agnieszka Kamińska zabiera w podróż po kraju, w którym sama mieszka od kilku lat.

Szwajcaria kojarzy nam się przede wszystkim z pięknymi krajobrazami, wysoką jakością życia, rozwiniętą gospodarką, bogactwem i spokojnym życiem. Znany jest również zbiór typowo szwajcarskich wartości, jak: punktualność, tradycja, czystość, bezpieczeństwo przedsiębiorczości, patriotyzm i polityczna stabilność. Postrzegana jest również jako kraj neutralny, negocjujący umowy między krajami i dążący do pokojowego rozwiązywania sporów. Symbolami Szwajcarii są zegarki, banki i sery.

Zdawałoby się, że to rzeczywiście raj na ziemi, w którym każdy chciałby zamieszkać.

Po wnikliwym przeczytaniu książki A. Kamińskiej, podsumowującej życie w Szwajcarii, dochodzi się do wniosku, że wizja kraju, którą posiadamy, nie jest taka oczywista.

Szwajcaria to kraj specyficzny, pełen kontrastów, sprzeczności, różnorodnych zasad i przepisów, a mimo to bardzo dobrze funkcjonujący. Wspólne dla kraju są tylko waluta, armia i demokracja bezpośrednia.

Każdy kanton w Szwajcarii (jest ich 26) to właściwie mała ojczyzna, posiadająca wiele odrębnych kwestii, np.: prawo, konstytucję, tradycje, dialekt, system edukacji, wysokość podatków, parlament itd. To mieszanka wpływów głownie niemieckich, francuskich i włoskich, ale wpływ na wielokulturowość i wielojęzyczność mają także inne narodowości (np. Portugalczycy, Afgańczycy, Czesi, Turcy, Kanadyjczycy, Serbowie, Amerykanie  itd.). Co czwarty mieszkaniec kraju (spośród 8 milionów) to obcokrajowiec.

Godna podkreślenia jest kwestia demokracji bezpośredniej, którą Szwajcaria sobie wypracowała i stosuje z powodzeniem przez cały czas. Tego właśnie Panie Klubowiczki pozazdrościły Szwajcarom. Jest to rzeczywiście bezpośredni i realny wpływ społeczeństwa na istotne sprawy społeczne, polityczne i gospodarcze kraju. Dokonuje się tego poprze referenda,  bardzo popularne wśród Szwajcarów, w których licznie biorą udział. Prawo do nich mają jednak tylko mieszkańcy posiadający obywatelstwo Szwajcarii. W ten sposób obywatele są współtwórcami obowiązujących zasad, norm i prawa.

Bardzo zdziwiło Panie Klubowiczki to, że dopiero w 1971 r. głosowanie w referendum przyznało kobietom prawa wyborcze. To nie wszystko, co zaskakuje w Szwajcarii. Dopiero w 2002 r. wprowadzono urlop macierzyński dla matek pracujących w wymiarze 14 tygodni, a od 2020 r. także ojciec ma prawo do opieki nad dzieckiem (2 tygodnie).   

Szwajcaria to kraj pełen przepisów i zasad, które nam wydają się co najmniej dziwne. Jest to tzw. kodeks społecznych reguł. Dotyczy on np. wyznaczonych godzin koszenia trawników, korzystania z prysznica, używania pralek, zakazu odkurzania w południe, zbieranie określonej ilości i gatunków grzybów  itp. Niedziela, natomiast, jest dniem bez hałasu.

Pomimo tych wszystkich, z naszego punktu widzenia dziwnych przepisów obowiązujących w Szwajcarii, Panie Klubowiczki postrzegają ją jako kraj poukładany, w którym te zasady są rzeczywiście przestrzegane. Spodobał się również pomysł podróży po kraju za małą opłatą. 

Dostrzegły także minusy dot. spraw socjalnych. W Szwajcarii  związki małżeńskie są rzadkością, ponieważ emerytury małżonków wypłacane są w niepełnej wysokości. Kobiety zatrudniane są w niepełnym wymiarze godzin, ponieważ system opieki nad małymi dziećmi (przedszkola) uniemożliwiają podjęcie pracy na cały etat. Codzienne życie i opłaty za wynajem mieszkania (dot. 80% mieszkańców kraju) są bardzo wysokie. Istnieją duże dysproporcje między zarobkami kobiet i mężczyzn. Podobnie, jak i u nas, są problemy związane z narkomanią, bezrobociem czy biedą.

W tym krótkim opisie nie można zawrzeć wszystkich aspektów życia w tak różnorodnym kraju.

Jest to pouczająca lektura, warta przeczytania do czego zachęcają Panie Klubowiczki.

Książka omawia jeszcze wiele innych, ciekawych rzeczy, które pozwalają lepiej poznać ten kraj – Szwajcarię, jakiej nie znamy.

Oprac. Izabela Feddek

 IMG 4101 IMG 4101 IMG 4101

na koniec DKK

 

czwartek, 29 lipiec 2021 06:14

Relacja z lipcowego spotkania DKK

rtw 1427x0 a585b6045477afe56a4eaadd1b29badd1512473590

Paweł Radziszewski „Pomiędzy”

Ludmiła Murawska-Péju „Wolność w łupinie orzecha”

Zrzut ekranu 2021 07 29 081829

Kolejne spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki za nami. lipcowe letnie popołudnie sprzyjało rozmowom na temat dwóch książek, dwóch literackich debiutów. Jako pierwsza została wzięta na warsztat książka Pawła Radziszewskiego „Pomiędzy”. Autor urodził się w 1982 roku w Kalinowie, ale obecnie mieszka w Gdańsku. Z wykształcenia jest slawistą i rolnikiem. Nie boi się wyzwań, pracował jako handlowiec, a także jako bibliotekarz. Jest laureatem literackich nagród.  Jak się okazało powieść „Pomiędzy” skradła serca Klubowiczów. Według nich książka Pawła Radziszewskiego to duża dawka dobrej literatury. Określili ją jako bardzo ciekawą i relaksującą. Podkreślili, że wciąga od pierwszych stron i ma się chęć przeczytać ją jednym tchem, ale warto ją sobie także dawkować. Książka zawiera wiele ciekawych filozoficznych przemyśleń, które Klubowicze chętnie cytowali. „Pomiędzy” to historia kilku pokoleń bohaterów, których łączy jedno miejsce, w którym przyszło im żyć. Jej bohaterami jest trzypokoleniowa rodzina Polaków, która jest mocno powiązana z romskim taborem. Każdy z nich czegoś pragnie i czasami ich marzenia się spełniają, tylko, że nie do końca tak, jak sobie wyobrażali. Jest to świetnie skonstruowana opowieść o świecie z mieszanką realizmu i magii. To właśnie baśniowość tej powieści bardzo spodobała się Klubowiczom. Jak stwierdzili dużym atutem jest powolna narracja, język i styl snucia opowieści. Rodzinne tajemnice, mrok, zbrodnia, zjawiska nadprzyrodzone i watki dotyczące poszczególnych bohaterów tworzą w jedną całość wspaniałą powieść. Dodać należy, że książka nie tylko wywołała u Klubowiczów skojarzenia z dzieciństwa, ale również ciekawą dyskusję na temat Romów. Klubowicze zauważyli podobieństwo do prozy Radka Raka i Jakuba Małeckiego, a nawet do Olgi Tokarczuk. To chyba najlepsza rekomendacja tej powieści. Klubowicze jednogłośnie podkreślili, że była to nie tylko książka warta przeczytania, ale godna polecenia innym!

Drugą omawianą pozycją była autobiografia polskiej malarki i aktorki Ludmiły Murawskiej- Péju: „Wolność w łupinie orzecha”. Książka ta, składa się ze wspomnień, migawek i wywiadów przedstawiających życie artystki. To opowieść o sztuce, marzeniach i miłości, a jak sugeruje nam tytuł również o wolności, która stanowiła największą wartość. Dla Ludmiły Murawskiej wolnością stała się sztuka, która otaczała ją od maleńkości. Urodziła się w 1935 roku, więc jej dzieciństwo przypadło na ciężkie czasy wojenne. Była bliska śmierci głodowej. Wojna, widok palącego się getta odcisnęła ślad na jej życiu, co później można zauważyć w jej malarstwie. Ludmiła już jako mała dziewczynka obcowała ze sztuką, na co wpłynął jej wuj – Ludwik Hering oraz  Józef Czapski. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Wraz z Heringiem i Mironem Białoszewskim współtworzyła Teatr Osobny w mieszkaniu poety w Warszawie. W 1980 roku po wielu latach związku poślubiła Marcela Péju, dziennikarza, wydawcę i zamieszkała w Paryżu, zachowując pracownię w Warszawie. Odbyła podróże artystyczne do Francji (1966) i do Włoch (1974). W swoim dorobku artystycznym posiada liczne portrety, martwe natury, pejzaże.

Odnośnie tej książki to zdania Klubowiczów były podzielone. Jedni przeczytali ją z zaciekawieniem, drudzy z dystansem, a niektórzy wcale. Nie ujmując talentu bohaterki a zarazem autorki Klubowicze stwierdzili, że z pewnością książka byłaby o wiele lepsza gdyby powstała w formie wywiadu-rzeki. Najlepsze historie pisze życie. Biografie i autobiografie cieszą się sporą popularnością wśród czytelników. W przypadku autobiografii często autor nie potrafi interesująco przedstawić swojego życia i często zbytnio koloryzuje. Klubowicze zauważyli ogromną wrażliwość małego dziecka, docenili talent artystyczny Ludmiły Murawskiej, ale zabrakło im komentarza osoby z zewnątrz. W przypadku Murawskiej bazujemy tylko na wspomnieniach autorki, która ukazuje siebie z własnego punktu widzenia.

Z pewnością autobiografia Ludmiły Murawskiej-Péju jest warta przeczytania, ze względu na jej bogaty dorobek artystyczny.

Marcin Warmke

(moderator DKK w Świeciu)

na koniec DKK

 

Strona 1 z 2

Dane adresowe

MBP Miejska Biblioteka Publiczna w Świeciu

ul. Sienkiewicza 4, 86-100 Świecie

NIP: 559-18-84-328

logo glowne.jpg

 

Media