ul. Sienkiewicza 4, 86-100 Świecie

kontakt@bibliotekaswiecie.pl  facebook   YouTube   Instagram
wtorek, 08 grudzień 2020 13:21

„Podmajordomus Minor”. Recenzja książki Patricka de Witta.

„Podmajordomus” - cóż za dziwne, formalnie nieistniejące słowo, gra słowem w zasadzie. U Patricka de Witta literacka bądź językowa zabawa to nic nowego. We wcześniejszej swojej powieści „Bracia Sisters” bawi się tradycyjną konwencją westernu, przejaskrawia cechy tego gatunku, łączy je z elementami powieści łotrzykowskiej. „Bracia Sisters” to, i karykatura westernu i dobry western jednocześnie. Autor wprowadził do niego charakterystyczny dla powieści z Dzikiego Zachodu nastrój melancholii i zadumy. Książka cieszyła się i cieszy nadal dużą popularnością wśród czytelników.

Do jakiego gatunku literackiego należy natomiast powieść „Podmajordomus Minor”, która ukazała się w 2016 roku? Można się w tym utworze doszukać zarówno realizmu, jak i baśniowości, nawiązań do XIX - wiecznej powieści sentymentalnej, jak i do współczesnej prozy surrealistycznej. Nie można się także oprzeć wrażeniu podobieństwa do powieści gotyckiej. Jednym słowem autor swobodnie żongluje gatunkami i stylistyczną konwencją.

Jak na powieść przystało mamy głównego bohatera, który jest uczestnikiem i obserwatorem wydarzeń. To siedemnastoletni Luciene Minor, potocznie i pieszczotliwie zwany Lucy. Fabułę swojej powieści de Witt umieścił w pejzażu przypominającym Europę, niestety nie pojawiają się nazwy geograficzne, więc miejsca możemy uznać za fantastyczne. Nasz główny bohater opuszcza swoją rodzinną miejscowość Bury, by udać się na służbę w zamku barona von Aux. Już w podróży pociągiem przeżywa ekscytujące i zaskakujące sytuacje, gdyż jest świadkiem okradania pasażerów przez dwóch złodziejaszków. Te dwa typy spod ciemnej gwiazdy okazują się mieszkańcami wioski położonej u stóp zamku ,do którego Lucy zmierza. Zawrze z nimi dość bliską znajomość. Po pewnych perypetiach dociera na miejsce i rozpoczyna służbę. Zamek von Aux jest miejscem dziwnym, mrocznym, tajemniczym, ciemnym i zatęchłym. Postacie, które Lucy tam pozna, okażą się osobliwe, a wydarzenia, w jakich przyjdzie mu uczestniczyć, niesamowite i groteskowe. Lucy pozna więc majordomusa pana Olderglouh, kucharkę Agnes, a z czasem również szalonego pana barona. Ten ostatni ukrywa się przed wszystkimi, skrada się w ciemnościach i żywi się żywymi szczurami (sic!). Kiedy pewnego dnia nadchodzi list od pani baronowej, że ta po latach przyjeżdża do zamku, służba przywraca do porządku zarówno siedzibę, jak i pana barona. Rozdział powieści pt. „O tym, jak wytropiono, pojmano i ponownie ucywilizowano barona” dostarcza dużej dawki groteskowych opisów i czarnego humoru. Równie groteskowy w swej formie, przyprawiający o zawrót głowy jest rozdział „Kuriozalne i straszliwe zajścia w Sali Balowej”. Sceny stworzone przez de Witta wpisują się w konwencję surrealizmu i wywołują skojarzenia z twórczością Witkacego, z jego „szaleństwem” na scenie.

Wróćmy jednak do głównego bohatera. Lucy zakochuje się z wzajemnością w córce Memela, złodziejaszka z pociągu. W związku z tym, że Klara była już związana z niejakim Adolfem, uczucie to skazane jest na perypetie rodem z „Cierpień młodego Wertera”. Kochankowie są szczęśliwi i nieszczęśliwi jednocześnie, a niedola miłowania stanowi ważną oś narracji w powieści de Witta. Melancholijny Lucy przeżywa huśtawkę nastrojów, raz jest gotowy walczyć o swoje uczucie, innym razem popada w stan rezygnacji rodem z Goethego. Tak czy inaczej, Lucy wzbudza naszą sympatię, podobnie jak inne postaci powieści.

Podmajordomus Minor” ma jeszcze jednego bohatera, który, moim zdaniem, wysuwa się na pierwszy plan. Tym bohaterem jest sam język powieści – oryginalny, zabawny, stylizowany, przykuwający uwagę. Stylizacja na język wysoki, dawny, charakterystyczny dla ludzi obytych i wykształconych widoczna jest przede wszystkim w dialogach postaci, które de Witt obdarza wyszukaną elokwencją bez względu na ich pochodzenie społeczne. Gra słów, niedopowiedzenia, inteligentne riposty są obecne zarówno w mowie barona, jak i jego służby. Od pierwszych rozdziałów śledzimy np. żonglerkę językową między panem Olderglough, a podmajordomusem Minor. W ich wypowiedziach aż roi się od słów i zwrotów charakterystycznych dla stylu wysokiego: „mniemam”,znakomicie”, „podług osobistych gustów”, „bynajmniej”, „tuszę”, „poniekąd”, „nie posiadam”, „nie byłem świadom”, „zuchwała koncepcja”, „zgadzam się w całej rozciągłości” itp. Czytając te dialogi nie możemy się oprzeć uśmieszkom i śmiechowi. Żeby docenić kunszt językowy autora, powinniśmy czytać książkę bez pośpiechu. Lekka z pozoru proza balansuje bowiem między sprawami błahymi i ważnymi, między tonacją radosną i grobową, między zwyczajnością, a wzniosłością, czasami między śmiesznością i makabrą.

Czy książka „Podmajordomus Minor” może się podobać? Tak, ale nie wszystkim zapewne. Ci, którzy lubią błyskotliwą i zabawną grę konwencjami na pewno ją docenią, natomiast czytelnicy gustujący w realistycznych opowieściach mogą się czuć zawiedzeni. Świat przedstawiony jest pozbawiony logiki, symbole (np. Bardzo Wielka Dziura) nic nie znaczą, trudno doszukać się egzystencjalnych i filozoficznych przesłań. Pozwolę sobie na stwierdzenie, że „Podmajordomusa Minor” nie można odbierać zbyt serio. Trzeba się poddać specyficznemu nastrojowi, włączyć wyobraźnię, a wtedy przeżyjemy miłą literacką przygodę.

Wiesława Richert

DKK w Świeciu

PODMAJORDOMUS

 

Dane adresowe

MBP Miejska Biblioteka Publiczna w Świeciu

ul. Sienkiewicza 4, 86-100 Świecie

NIP: 559-18-84-328

logo glowne.jpg

 

Media